Geoblog.pl    mexico    Podróże    Indie 2010    Indyjska joga piątego dnia
Zwiń mapę
2010
27
kwi

Indyjska joga piątego dnia

 
Indie
Indie, Margão
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 7068 km
 
W Polsce szukałam ośrodków jogowych gdzieś w pobliżu naszego hotelu. Wyboru właściwie nie ma, bo znajduję Yoga Therapy Center w Margao (20 km od hotelu) lub centra w Panaji (40 km).
O poranku idziemy więc negocjować stawki za podwiezienie na jogę do Margao. Udaje nam się wyrozmawiać całkiem rozsądną cenę, bo pytamy o pakiet :) - 5 wyjazdów do Margao i wycieczka do wodospadu Dudh Sagar (Ocean Mleka).
Margao to spore miasteczko - 200-tysięczne (a nie wioseczka jak się spodziewałam :)), a mimo tego okazuje się, że przyjeżdżając tutaj skuterem byliśmy już w miejscu, w którym jest centrum jogowe. Ciekawe :)

Tomek postanawia wejść ze mną, bo okolica i wejście do szkoły wyglądają dość marnie. Taksówkarz, który musiał zadzwonić do szkoły, bo nie mógł trafić, z podejrzeniem w głosie pyta mnie skąd wytrzasnęłam takie miejsce. Z Internetu – odpowiadam niefrasobliwie. Wysiadamy z samochodu i widzimy tabliczkę informacyjną. Przywieszona jest jakoś z boku, raczej nad czyimś mieszkaniem i całe szczęście, że ktoś akurat stoi w drzwiach, bo natychmiast skinieniem głowy kieruje nas na schody w górę. Inaczej pewnie bym się wpakowała komuś do domu. Na górze niewielka poczekalnia i stolik recepcyjny. Pani od razu się mną zajmuje, dostaję ankietę do wypełnienia, a w tym samym czasie z sali ćwiczeń wychodzi prowadzący i chwilę ze mną rozmawia. Tomek uspokojony wychodzi, by niemal przez następną godzinę czekać, aż się skończą zajęcia.
Pani z recepcji dziwi się, że mam własną matę i informuje, że potrzebny sprzęt w całości jest dostępny na sali. Czekam 15 minut (bo na wszelki wypadek ordynuję sporo wcześniejsze przybycie) i przez ten czas poczekalnia się napełnia. Jest kilku starszych panów, kilka młodych i starszych kobiet w szerokich spodniach i szerokich tunikach. Gdy wchodzi kolejna starsza kobieta i nie ma już żadnego wolnego miejsca – ustępuję jej swoje, przez co teraz stoję sama jedna biała wobec całego ciemnego towarzystwa, które może sobie teraz na mnie patrzeć do woli :)

Na szczęście w niedługim czasie wchodzimy. Dopiero teraz dociera do mnie słowo Therapy w nazwie szkoły w pełnym swym sensie. Byłam przekonana, że będą to normalne zajęcia (bo nawet prowadzący pytał mnie do jakiej grupy – początkującej czy zaawansowanej) i nawet jeśli nie za bardzo zrozumiem co prowadzący mówi, skorzystam z podpowiedzi grupy, która na pewno zrobi to, czego on oczekuje. Tymczasem guzik. Na salę wraz ze mną wchodzi ok. 15-20 osób i każda z nich od razu przystępuje do własnego zestawu. Wszyscy uczestnicy to osoby z problemami medycznymi, wiele z nich ledwie chodzi. Całość ogarnia pan doktor - chodzi po całej sali i ordynuje kolejne asany / ćwiczenia na kolejne sekundy/minuty i powtórzenia.
Sala wyposażona jest bardzo profesjonalnie we wszystkie podstawowe i bardziej zaawansowane przyrządy do jogi Iyengara. Wszystkie z wyjątkiem mat – nikt ich nie używa.
Prowadzący – zwróciwszy się do mnie od razu po imieniu – mówi, że jeśli chcę mogę wykorzystywać swoją matę. Pozostałe osoby korzystają z przyrządów, a jeśli jest konieczność siadania na podłodze, biorą coś w rodzaju pledów w kolorze białym.
Sala nie jest klimatyzowana, jest wyposażona w wiatraki i otwarte okna. Wszystko to razem w pakiecie z godziną 18.00 daje przyjemne rześkie odczucie nawet przy wysiłku. Mój zestaw jest ogólnym zestawem biodrowo-barkowym. Robię trzy ciekawe nowe rzeczy i godzina (bo tylko tyle trwają zajęcia) mija nawet nie wiem kiedy.
A Tomek w tym czasie robi zakupy (choć w okolicy sklepów za wiele nie ma). Chce kupić banany i wynajduje jakieś na oko smakowicie wyglądające. Na pytanie o cenę młody człowiek z uśmiechem rzuca mu 40 rupii. W tym czasie stary człowiek przy nim siedzący w opozycji do młodego informuje Tomka że to prezent, by jeszcze tu wrócił. Tomek oczywiście na to nie przystaje, za prezent dziękuje i wręcza pieniądze staruszkowi. Banany są najlepsze jakie próbowaliśmy w życiu. Mają jakiś taki dodatkowy smak… Specjalnie dla tych bananów Tomek jedzie kolejny raz, ale już na nie nie trafiamy.

Ciekawostki z życia na Goa:
• architektura jest w większości portugalska, intensywne kolory również nie są pomysłem Hindusów,
• portugalskiego pochodzenia jest też intensywność religijna w kierunku chrześcijaństwa - wiele wizerunków Matki Boskiej w przydrożnych kapliczkach, mnóstwo krzyży, wiele kościołów, nawet łódź nosi imię św. Franciszka Xawerego,
• drogi są wąskie, ale budynki można stawiać dopiero w odległości 15 metrów od drogi; przy samej drodze oczywiście się buduje, ale bez pozwolenia, co oznacza, że gdy będą poszerzali drogę – a to właśnie ma miejsce na drodze w Margao – budynki bez pozwolenia bez pardonu są usuwane.

 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
mexico
Aneta Magda
zwiedziła 2% świata (4 państwa)
Zasoby: 32 wpisy32 9 komentarzy9 222 zdjęcia222 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
22.04.2010 - 08.05.2010
 
 
09.03.2009 - 30.03.2009